Pocztówka z kosmosu

„depresja jest nagrodą za grzeczność”

Cieniu, Cieniu. Od tylu lat trwa nasze nieustanne tango.

Odpocznijmy. Odetchnij ode mnie.

Odwiedź może jakąś galaktykę. Wciągnij sobie że dwie kreski gwiezdnego pyłu, a potem zanurz się w ciemność. Milcz z nią. Rób to, co robią cienie, gdy opuszczają swoich ludzi.

Jego też już nie odwiedzaj. Są tacy, co chcą mu wyjaśnić pewne rzeczy po swojemu, a oboje wiemy, że to nie skończy się dobrze dla nikogo. Uwolnij go ode mnie. Niech się nie zadręcza. Podobno wciąż ma tiki nerwowe na samo wspomnienie mojego imienia. Opuść go. Daj mu spokój. Pozwól mu na głęboki sen. Oddal nas od siebie i pozwól o sobie zapomnieć. Nie chcemy się pamiętać

Odejdź. Zwiedzaj kosmos. I tak wiem, że wrócisz. Ale jeszcze nie teraz; teraz daj mi odetchnąć.

 

o poranku

Poranki wyglądają tak: jeszcze na dobre się nie obudził, jeszcze część jego świadomości pogrążona jest w śnie, ale szuka ręką mojej dłoni, mojej talii, moich ramion, wtula nos w moją szyję, przytula się do mnie szukając ciepła, bo znowu odkrył się przez sen i teraz marznie

jak zawsze na sekundy przed przebudzeniem mój śpiący umysł nie chce opuścić tej bezpiecznej i błogiej ostoi, jaką jest sen; każde przebudzenie na ułamek sekundy jest jak powrót ze śmierci lub ponowne narodziny. W śnie jest beztrosko. Nieświadomie. Kocham to w śnie i kocham spać. Ale budzenie się przy nim, kiedy pierwsze co widzę, kiedy pocałuję go w nos, jest zaspany uśmiech na twarzy, czuję się najszczęśliwsza na świecie