Rozmowa ze skurwysynem

Cieniu

Rzucasz mną o ściany, wchodzisz mi do głowy i sączysz ze mnie duszę jak sok; zrobiłeś sobie ze mnie swoją makabryczną zabawkę, laleczkę voodoo i z chytrym uśmiechem obserwujesz moje niezdarne próby normalnego życia, szepcząc mi wprost do ucha w tylko sobie znanym języku, że nie ma czegoś takiego jak normalne życie

z jakichś względów

nie chcesz pozwolić mi żyć tak, jak chcę

Coraz szersze są moje uśmiechy, gdy ktoś pyta mnie o życie prywatne. Coraz śmielsze są moje oczekiwania i pytania do Niego. Coraz większa drzazga wbija mi się w tchawicę, gdy próbujesz oświecić mnie, że to wszystko KŁAMSTWO

i udaje ci się, skurwysynie

Co Ci się udało do tej pory? Z wielkich przyjaźni pozostały strzępy. Najbliższy mi człowiek stal się najbardziej obcym. Sprawy małe urastają do rangi najważniejszych na świecie Zostałam obdarta z marzeń, moje pragnienia zastąpiono cudzymi

No i uświadomiłeś mi, że on nie chce wcale za mnie wyjść

Nie wiem jeszcze, co z tym zrobię

Pocztówka z kosmosu

„depresja jest nagrodą za grzeczność”

Cieniu, Cieniu. Od tylu lat trwa nasze nieustanne tango.

Odpocznijmy. Odetchnij ode mnie.

Odwiedź może jakąś galaktykę. Wciągnij sobie że dwie kreski gwiezdnego pyłu, a potem zanurz się w ciemność. Milcz z nią. Rób to, co robią cienie, gdy opuszczają swoich ludzi.

Jego też już nie odwiedzaj. Są tacy, co chcą mu wyjaśnić pewne rzeczy po swojemu, a oboje wiemy, że to nie skończy się dobrze dla nikogo. Uwolnij go ode mnie. Niech się nie zadręcza. Podobno wciąż ma tiki nerwowe na samo wspomnienie mojego imienia. Opuść go. Daj mu spokój. Pozwól mu na głęboki sen. Oddal nas od siebie i pozwól o sobie zapomnieć. Nie chcemy się pamiętać

Odejdź. Zwiedzaj kosmos. I tak wiem, że wrócisz. Ale jeszcze nie teraz; teraz daj mi odetchnąć.

 

o poranku

Poranki wyglądają tak: jeszcze na dobre się nie obudził, jeszcze część jego świadomości pogrążona jest w śnie, ale szuka ręką mojej dłoni, mojej talii, moich ramion, wtula nos w moją szyję, przytula się do mnie szukając ciepła, bo znowu odkrył się przez sen i teraz marznie

jak zawsze na sekundy przed przebudzeniem mój śpiący umysł nie chce opuścić tej bezpiecznej i błogiej ostoi, jaką jest sen; każde przebudzenie na ułamek sekundy jest jak powrót ze śmierci lub ponowne narodziny. W śnie jest beztrosko. Nieświadomie. Kocham to w śnie i kocham spać. Ale budzenie się przy nim, kiedy pierwsze co widzę, kiedy pocałuję go w nos, jest zaspany uśmiech na twarzy, czuję się najszczęśliwsza na świecie